Email : info@drcubala.com

On mi tego w życiu nie zje! Czyli małe niejadki i jak sobie z nimi radzić.

To jedno z częstszych zdań, które słyszę od rodziców. Zwłaszcza, jeśli mamy w planie wprowadzenie diety! I bardzo często, gdy proponujemy suplementy. I czasem, gdy zapisujemy leki na receptę. Niestety, nasi milusińscy bardzo często przy stole zamieniają się w prawdziwych terrorystów! Co gorsza, wcale nie wybierają produktów zdrowych i pełnowartościowych, za to z upodobaniem zjadają chipsy, białe pieczywo, kotlety w panierce, pizzę i oczywiście… słodycze. W zasadzie muszę przyznać, że zamiłowania te rozumiem. Gdybym mogła, jadałabym pizzę codziennie. Jako zatwardziała miłośniczka czekolady mogę ze smutkiem stwierdzić, że nic innego nie zastąpi jej smaku. Prawdopodobnie każdy z nas tak ma – ma kilka ulubionych produktów, po które najchętniej sięga. Czy są one dla nas zdrowe? Niekoniecznie. Jako rozumni dorośli wiemy, że nasza dieta musi być zróżnicowana, zatem wbrew upodobaniom sięgamy po to, co jest dla nas zdrowe. Dzieci tego, niestety, nie wiedzą. Ale od nas muszą się tego nauczyć. Z doświadczenia wiem, że wybiórczość pokarmowa wydaje się największym problemem w autyzmie. Oczywiście, jest to szczególna sytuacja, bo dzieci autystyczne mają utrudnione rozumienie, więc perswazja jest dużo trudniejsza! Jednak, gdy badałam zagadnienie, porównując dzieci autystyczne z nieautystycznymi, okazało się, że nieubłagane statystyki nie wykazywały różnic. Najwyraźniej mali alergicy potrafili być równie zawzięci w swojej niechęci do jedzenia, co dzieci autystyczne! Co najgorsze, małe niejadki często wybierały produkty które je uczulały lub… uzależniały. To ostatnie szczególnie ważne jest w przypadku produktów mlecznych i glutenowych, które mogą być źródłem opiatów, czyli związków podobnych do morfiny!

Nie zwalajmy jednak wszystkiego na dzieci… często, dorośli „serwujący” pokarmy muszą sobie zadać pytania – jak są one ugotowane, jak przyprawione, czy wystarczająco kolorowe, czy pachną ładnie? Szlak węchowy to najstarszy szlak w mózgu, zatem pierwsza chęć na jedzenie zaczyna się właśnie od zapachu! Mówi się także – „jeść oczami”. Kolejne pytanie – „pod kogo” gotuje się w domu? Pod tatę czy pod synka? Tata zawsze może zjeść kotleta na mieście, dziecko takiego wyboru nie ma. I jeszcze jedno pytanie – czy wszyscy domownicy jedzą to samo, czy może stwarza się trudne sytuacje dla dziecka będącego na diecie? I wreszcie… czy dziecko nie podjada między posiłkami? Chrupki kukurydziane mogą być całkiem sycące i skutecznie blokować chęć na obiad.

Pamiętajmy, że wielu małych pacjentów ma chore jelita – po przeleczeniu często apetyt wraca. Jednak sam powrót apetytu nie oznacza, że dzieci automatycznie sięgną po to, co dla nich jest zdrowe.

O kształtowaniu nawyków żywieniowych pisze dziś dla Was mama i dietetyk, Małgosia Rosłon.

Kształtowanie nawyków żywieniowych u dzieci

Kształtowanie nawyków żywieniowych to proces trwający od urodzenia. Jest długi i często wymagający, jednak konieczny, by prawidłowo rozwijać odczuwanie smaków, tekstur, by wpłynąć na chęć dziecka do próbowania nowych rzeczy, a także by stymulować mięśnie jamy ustnej do prawidłowej mowy. Jest kilka rzeczy, na które warto zwrócić uwagę przy nauce jedzenia – czy to dziecka małego, czy starszaka, czy nawet dziecka szkolnego – szczególnie z wybiórczościami pokarmowymi.

Właściwa atmosfera przy posiłkach

Posiłki – nawet jeżeli nie wszystkie, to choć jeden w ciągu dnia – staramy się zjeść całą rodziną. Celebrujemy ten czas, uczymy gotowania, przynoszenia do stołu, pomagania – ważny jest cały proces przygotowania posiłku. Pokazujemy, jak powinno się jeść posiłki, nie oglądać przy tym bajek, nie jemy szybko. Cieszymy się chwilą. Każdy powinien jeść podobne posiłki, dobrze jest postawić na szwedzki stół – nawet jeśli dziecko przez większość czasu będzie sięgać po swoje standardowe produkty, to jest zdecydowanie większa szansa, że sięgnie po rzodkiewkę, kawałek pomidora, pastę hummus – jeśli będzie w zasięgu jego wzroku i będzie widział, że inni domownicy jedzą ze smakiem. Nie narzucamy na dziecko presji, jednak to do nas należy decyzja co postawimy na stole. Tu przechodzimy do kolejnej zasady.

Rodzic decyduje co dziecko je, dziecko decyduje ile.

Jeżeli dziecko zjadło cały posiłek, może dostać dokładkę – każdej rzeczy po trochu. Pozostawienie decyzji dziecku co ma jeść, krótkofalowo jest łatwym rozwiązaniem, długofalowo powoduje zrzucenie na niego odpowiedzialności za wygląd i skład posiłków. Nawet jeżeli pierwsze reakcje dziecka będą odmowne i gwałtowne, trzeba być pewnym swoich decyzji, trzymać się ich i przyjąć reakcje ze spokojem i wsparciem. Nie zostawiamy dziecka głodnego – możemy zaproponować przyspieszenie kolejnego posiłku, podanie drobnej przekąski, jednak konieczne jest przyzwyczajenie do tego, że to rodzice decydują. Oczywiście – inaczej ma się sprawa w przypadku silnych wybiórczości, jednak wtedy konieczna jest konsultacja z określeniem krótkoterminowych celów.

Wygląd posiłków również potrafi mieć bardzo duży wpływ. Czy zupa krem z kalafiora będzie zachęcała do zjedzenia? Może podanie w kolorowym talerzu zmieni trochę jej obraz w głowie dziecka? Może posypanie sezamem zaciekawi? Może dodanie przyprawi sprawi, że zapach będzie zachęcał? Może zabarwienie zblendowaną marchewką pomoże? Trzeba obserwować reakcje dziecka i szukać, szukać, szukać pomysłu. Można tą zasadę odnieść do wszystkich posiłków w ciągu dnia.

Kolejny aspekt wpływający na problem z rozszerzaniem diety u dziecka to komponowanie posiłków pod rodzica, nie pod dziecko. Jeśli tata dziecka jadłby na każdy posiłek kanapki z wędliną i ziemniaki z kotletem, siłą rzeczy dziecko też będzie chciało być jak tata. Jeżeli nie gotujemy w domu zup, bo mama ich nie lubi, to jak dziecko ma zacząć je jeść? Jeśli w domu nie jada się surówek, jak dziecko ma nauczyć się jeść surowe warzywa i twarde produkty? Jeśli rodzic ma problem z powstrzymaniem się od jedzenia określonego produktu czy dostosowania całkowicie do diety eliminacyjnej – niech je na mieście. W domu wspieramy dziecko i dostosowujemy posiłki do niego. To największy możliwy sposób wsparcia na tej często trudnej drodze.

W nauce jedzenia bardzo ważny jest przykład z góry i dostęp do nowych produktów. Warto wykorzystywać sezonowe produkty i nie zrażać się przy odmowie. Przechodzimy tu do kolejnej zasady: aby uznać, że dziecko nie chce jeść określonego produktu potrzebujemy przynajmniej 10 a nawet 15 prób jego wprowadzenia w dłuższym odstępie czasu. Jeśli dziecko pół roku temu odmówiło zjedzenia pomidora, to może nie był ten moment? Może pomidory były niesmaczne, bo taka była pora? Może układ pokarmowy nie był gotowy? Może kubki smakowe/receptory węchowe wtedy były niedowrażliwe/nadwrażliwe? Próbujemy co kilka dni, bez presji. Próbujemy zmieniać formę – może puree będzie lepsze? może sałatka z pomidorem i ogórkiem? Albo z pomidorem i truskawkami? albo inaczej pokrojony – raz w cząstki, raz w plasterki. A może w gwiazdki? Może póki co jedyna forma to sos pomidorowy i to też fajnie! Może posypanie bazylią albo pomidory koktajlowe będą lepszą formą? Inny przykład – dynia. Możemy ją upiec w kawałkach lub półplastrach, możemy zrobić puree, zupę krem. Możemy dodać jabłka dla osłodzenia i zmiany smaku albo w drugą stronę – cebuli i czosnku. Możemy dodać curry albo kminu rzymskiego. Może lepsza będzie zupa schłodzona? A może mocno ciepła? Może maliny z ich włoskami odstraszają, ale zblendowane i przetarte przez sitko jako sos czy z żelatyną jako galaretka już będą do zaakceptowania?

Warzywa (i częściowo owoce) są kluczowym elementem zdrowia jelit i na nich często w nauce jedzenia się skupiamy. Błonnik rozpuszczalny w wodzie, chlorofil, antocjany, flawonoidy stanowiące czynnik przeciwzapalny, witaminy, składniki mineralne są konieczne w diecie. Dlatego z jednej strony uczymy dziecko je jeść, co może być długotrwałe. jednak przy chorych jelitach, SIBO, dysbiozie, fermentacji – konieczne jest ich wprowadzanie nawet w tej formie przemyconej, bez zdrowych jelit wybiórczość cały czas może nie mijać.

Na proces nauki jedzenia wpływa też poznawanie produktu od początku. Od zakupów, jeśli jest możliwość to i od hodowania w ogródki lub odwiedzenia ogródka babci, wkładanie produktów do lodówki, oglądanie, wąchanie. Następnie zachęcamy dziecko do wspólnego gotowania – nawet jeśli przez pierwsze tygodnie nie kończy się spróbowaniem posiłku. Używamy przypraw – bazylia, tymianek, oregano, czarnuszka, kmin rzymski, kminek, papryka wędzona – potrafią zdziałać cuda. Czasami pomagają książki kucharskie, czasem – wycinanie warzyw, owoców i potraw z gazetek reklamowych. Trzeba szukać pomysłu na swoje dziecko i nie zrażać się przy pierwszych nieudanych próbach.

Kolejnym elementem kluczowym w prawidłowym żywieniu jest niewprowadzenie diet na własną rękę, szczególnie przed wprowadzeniem diagnostyki. Oczywiście przy chorych jelitach konieczne są diety eliminacyjne, dostosowane do dziecka, jednak nie zawsze dziecko wymaga stosowania kilku diet naraz. Aby badania nietolerancji pokarmowych były miarodajne, wszystkie pokarmy powinny być spożywane, nawet te z mlekiem czy glutenem. Tak samo, jeżeli chcemy robić badania na alergie. Często też zdarza się, że wprowadzona dieta bezmleczna i bezglutenowa działa na szkodę dziecka – poprzez zbyt dużą ilość mocno przetworzonych produktów czy zbytnią jednorodność posiłków (np. ryż codziennie, mąka kukurydziana codziennie, ziemniaki codziennie). Tak samo zupełna eliminacja owoców nie jest bardzo często konieczna. Czy lepiej, aby dziecko zjadło maliny lub borówki z jogurtem (roślinnym czy bezlaktozowym), czy aby zjadło wafle ryżowe lub kolejną porcję ryżu czy ziemniaków? Innymi przypadkami są dzieci, które w związku ze zbyt dużą nagłą zmianą w żywieniu – zamykają się na inne produkty.

Jeszcze kolejnym elementem prawidłowego żywienia jest wprowadzanie płynów. Podstawę powinna stanowić woda w dużych ilościach – do tego dążymy. Soki, nawet te z najlepszej wyciskarki wolnoobrotowej – traktujemy jako posiłek z dużą ilością cukru i raczej ich unikamy lub traktujemy jako porcję owoców – najlepiej rozcieńczone. Tutaj też dużo zależy od aktualnie prowadzonego leczenia czy chorób towarzyszących.

Nauka jedzenia to nauka jak każda inna, jak nabycie umiejętności chodzenia, biegania, mówienia czy pisania. Potrzebujemy czasu, potrzebujemy atrybutów związanych z umiejętnością, potrzebujemy cierpliwości i wielu, wielu prób. Trzymanie się tych zasad, a nawet stopniowe ich wprowadzanie, pewność siebie (a nawet upór!) – potrafią zdziałać cuda. Jeśli nie będziemy próbować, nigdy się nie uda.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

10 + twenty =

%d bloggers like this: