Jesienno-zimowa pora niesie ze sobą pewnego rodzaju zagrożenie. Szczególnie dotyczy to naszego układu odpornościowego. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ w tym czasie obserwujemy nasiloną aktywności wirusów – a jedna grupa szczególnie się uaktywnia -> NOROWIRUSY. Pomimo tego, że objawy infekcji często przypominają, zwyczajne dolegliwość jelitowe. Zakażenie norowirusem może być niebezpieczne dla zdrowia. Związane jest to ze zwiększonym ryzykiem wystapienia poważnego odwodnienia.
Jednym z głównych powodów są niższe temperatury. Ochłodzenie odpowiada za fakt, że norowirusy stają się coraz bardziej aktywne. Mogą dłużej przetrwać na powierzchni, powodując zwiększone ryzyko zachorowania. W niższej temperaturze przenoszą się po prostu szybciej.
Najnowsze statystyki Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH-PIB wskazują, że w pierwszych dwóch tygodniach listopada było ponad 6 tysięcy wirusowych zakażeń jelitowych wywołanych przez norowirusy. W tym samym okresie rok wcześniej było ich – 5215.
Osobiście obserwuję wzrost zachorowań u swoich pacjentów już w październiku. Ta tendencja utrzymuje się do końca marca. Choć początkowy okres pażdziernikowo-listopadowy jest tutaj zawsze najintensywniejszy pod względem zachorowań. Dlaczego? Bo wirusy mają idealne warunki, by atakować. A pamiętajmy, że w przypadku norowirusów ludzie chorują ogniskami. Bardzo często źródłem są dzieci, które zarażają się w przedszkolu lub szkole.
UWAGA! W przypadku osób dodatkowo obciążonych np. seniorów. Zwłaszcza jeśli mają choroby przewlekłe, a także u małych dzieci, które mają niedojrzały układ immunologiczny. Norowirusy mogą być nawet zagrożeniem dla życia. U takich osób może dojść błyskawicznie do odwodnienia i śmiertelnie groźnego zaburzenia równowagi wodno-elektrolitowej.